Bloog Wirtualna Polska
Są 1 132 494 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

... for Q ...

poniedziałek, 10 sierpnia 2009 22:26
Gdy słońca blask nad morza lśni głębiną,
Myślę o Tobie, miły.
Wzywałam cię, gdy księżyc niebem płynął
I oczy się srebrzyły.

Widzę cię tam, gdzie skraj dalekiej drogi
Szarym zasnuty wieczornym pyłem,
A nocą gdzieś wędrowiec drży ubogi
Na ścieżynie życia zawiłej.

Słyszę Twój głoś w szumie spienionej fali
Bijącej o wybrzeże
Lub w cichy gaj przychodzę słuchać dali
W zamierającym szmerze.

I wtedy wiem, że jesteś przy mnie, blisko,
Choć oddal cię ukryła
Przygasa dzień, wnet gwiazdy mi zabłysną
Oj, gdybym z Tobą tam była!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

...ekonomia...

niedziela, 22 lutego 2009 19:30

Dzisiaj dowiedziałam się od własnych rodziców, że opieka mojej mamy nad Maksiem od września będzie dla nich nierentowna i nieopłacalna bo wiadomo, że nie dam im tyle kasy co teraz ma od młodych więc będzie musiała szukać sobie pracę.
Poczułam się jakbym dostała ścierą w pysk... :(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...znowu robie problem...

sobota, 31 stycznia 2009 21:45
I znowu to ja jestem ta najgorsza... ja już naprawdę zaczynam sie do tego przyzywczajać...

Sobota. 31 styczeń 2009... dzień 33 urodzin mojego Landrynka...  Landrynq wszystkiego naj, i ty sam wiesz co dla ciebie będzie najlepszejsze :) Dużo Sylwinki i tych tam no... pieszczochów:)

Sobota. Przedostatni dzień mojej opieki. No niestety. Grypa i kryzys na świecie więc i nas dopadło. Najpierw mnie. Gorączka, gardło, zanik głosu, duszności. Potem przeszło na Maksia (niestety znowu!!) gorączka, duszności, antybiotyk, duszności, brak poprawy, zmiana antybiotyku, klótnia z mamą że mam coś zrobić z dzieckiem bo kaszle, poprawa, brak gorączki, nadzieja na lepsze jutro!
No i oczywiście mama, która leży od tygodnia bo jest chora. Ma gorączkę 37.2 st C i poprostu babcia umierająca.
Nie omieszkała mi kilkakrotnie już wypomnieć, że to w jakim stanie się ona znajduje to jest MOJA WINA bo ja chorobę ze żłobka przyniosłam i pozarażałam wszystkich do okoła. Że to przeze MNIE ona się tak czuje i musi teraz po lekarzach jeździć (biorąc pod uwagę, że najpierw tydzień leczyła się sama jakimiś gówno wartymi gripexami) i sie kurować. Boshe drogi ile to nabrynczy leżąc w tym łóżku...
No w sumie to wydaje mi się, że mam powód. Chora, gadać nie może, wstać się wysikac nie może ale kopci fajkę jedną za drugą że wchodzisz do zamkniętego pokoju to poprostu na dzień dobry odrzuca. Stęchlizna, papierosy, oddechy, szyby zaparowane... środowisko w sam raz na rekonwalestencję.

Oczywiście przy okazji jak wszyscy jesteśmy w domu, nie zabrakło tematu remontu. Mam cichy zamiar wymienić w tym roku wykładzinę na panele, nowe okno wprawić (będzie pod koniec lutego jupiiiii...) i pomalować pokoj na nowo. No i tu jak zawsze są schody. Po co mi nowe okno? nosz qrwa po to żebym nie miała wody stojącej na parapecie i gnijący parapet i pleśń na oknie od wilgoci (moim zdaniem to wystarczająco dużo powodów na montaż nowego okna). Po co mi panele? No cóż w sytuacji chorego na astmę dziecka w domu - wykladzina dywanowa jest jak samobójstwo. Wiadomo, że nie będę tego prała codziennie (choć powinnam!) bo to bez sensu a panele choćbym miała dwa razy dziennie zmyć na mokro jest to zawsze o wiele wygodniej niż się komus wydaje. Poza tym w panelach nie zbiera mi się kurz i wilgoć i plesnie i grzybki i inne pierdoly, na co Maks może reagować. 
No i po co maluję skoro malowane bylo 3 lata temu? No qrwa... po co malować? lepiej zrobić wszystko do okoła na nowo i zostawić stary syf. No najlepiej... boshe drogi... nie wiem już naprawdę, czy to ja sobie wymyślam problemy czy poprostu jakoś jestem nie z tego świata kompletnie. Czasami coś co mi się wydaje oczywiste, że chcę lepiej zrobić dla siebie, dla chorego dziecka... a robi się z tego problem rangi narodowej. 

Oczywiście kolejny jakże cudowny przykład na jakich jestem wspanialych prawach w moim własnym rodzinnym domku... 
Od dwoch tygodni na TVN reklamowali film "Tajemnice Brouk... coś tam Mountain" (czy jakoś tak). Film opowiadający o trudnościach życia homoseksualistom. No i oczywiście trąbie jak bawolica od tygodnia, że chce ten film oglądać, że zależy mi żeby go zobaczyć. Uśpiłam Maksia. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Wchodzę do pokoju (zważywszy, że nie mam u siebie TV bo nie mam na niego miejsca!!) a mój jakże szacowny tatuś stwierdził, że on nie będzie robił czegoś innego po to żebym ja mogła sobie pedałów w telewizji oglądać. I że ten film jest chory. I że on juz od pół godziny ogląda tu własnie to i to jest o wiele ciekawsze (program telewizyjny na podglądzie!!). No to się wqrwiłam. Poszłam się wykąpać. W tym czasie oczywiście rodzice zaczęli się kłócić czy mogę oglądać ten film czy nie (czy oni zapomnieli że za chwilę kończę 25 lat i chyba sama mogę decydować co będę oglądała a co nie???????). Wyszłam z łazienki, zrobiłam sobie kawę i zapewniając wszystkich że nic się nie stało bo to przecież gloopi film i nie warto oglądać pójdę se pograć. A ci jak warkneli na siebie. Boshe drogi jakbym komuś łeb urwała. Problem nie z tej ziemi bo ja już nie chcę oglądać tego filmu. Bla, bla, bla... 
poszłam do siebie, zaczęłam pisać blooga, chcialam pogadac z Syrenką ale jak po chwili jebły drzwi od pokoju rodziców (co miało mi dać do zrozumienia, że mam się dzisiaj nie pokazywać bo są wqrwieni że hej) to mi się już odechciało iść po sluchawkę i gadać. 
Dlatego w ciszy własnego pokoju, w morzu kolejnych łez uzupełniam wpisem post żeby rozładować złość, która we mnie drzemie. 

Oczywiście kolejny absurd... Przy okazji wymieniania co bym chciała zmienić w pokoju dowiedzialam się, że najlepiej będzie, jak w przeciągu 10 lat się wyprowadzę, bo oni nie wyobrażają sobie, żebym cały czas mieszkała z Maksiem na jednym pokoju. Przecież dziecko potem do szkoły, będzie potrzebowało miejsca i spokoju do nauki bla bla bla...
Nie no oczywiście. Nie wiem co będzie za poł roku a co ma być za 10 lat? Po jakiego grzyba mam się wyprowadzać jak tu są 4 pokoje? No cóż... chwilowo nie stac mnie na wynajem korytarza a co dopiero mieszkania (co najmniej) dwupokojowego z oprzyrządowaniem. Ja wiem czy ja z kims będę wtedy, żeby cos kombinować? Mogę już być dawno mężatką (co? nie... co to to nie na bank... a nawet na 3 banki... jeden slub w zyciu mi wystarczy!!!!!! żaden maż...!!!!! wybijajcie mi to z glowy... a fuuuuuuuuj... bleeeeeeee... :P) a mogę być nadal sama i szczęśliwa... tylko ja i moj wibrator... i kolejny, i kolejny. I nowy akumulator... i wymiana nasadki... i mlot pneumatyczny bo wibrator przestanie wystarczać... hooola dziewczyno... uspokoj się... nawet drewnianego nie masz a juz się na mlot pneumatyczny rzucasz... boshe Anka... 

I z czego sie tu qrwa cieszyć co? No z czego?...
Tym jakże optymistycznym akcentem zamykam przewód sądowy i oddaje głos prokuratorowi... 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...[...]...

środa, 28 stycznia 2009 22:33

 

Od nie wiem jakiego czasu w końcu coś tu nadrobię, a trochę tych zaległości mam. Takie zaległości, że już niektórzy nieźle mi dają o tym znać.

Skąd się biorą te zaległości? Otóż troszkę się działo u mnie od ostatniego wpisu. No i trochę podczas tego wszystkiego leniuchowałam, więc nie zawsze chciało mi się pisać, co z resztą widać. Dobra koniec wywodu co i skąd się wzięło. Chodzi o to, że już jestem.

 

Właśnie sobie siedzę, z nowiutkim laptopem na kolanach i piszę wpis (taki mój prezent dla siebie na Gwiazdkę), który później zamieszczę na swojej stronie. Chwilowo nie mam dostępu do Internetu już od początku grudnia (stan na 09.12.2008) bo zmieniamy operatora, który nam będzie ten Internet przesyłał. Więc siedzę i płaczę, patrzę i nie idzie się połączyć. Może to lepiej bo skupię się na pisaniu.

 

Może jakoś od początku.

Praca? Pracuję nadal... Jakoś chyba dobrze mi to idzie (przynajmniej tak się łudzęJ ). Delikatne zmiany bo pozbyłyśmy się, tzn., w gruncie rzeczy sama zrezygnowała nasza ukochana Halinka i przeszła na inny oddział. Więc teraz inne się męczą, Wiem, że to jakoś jest straszne z naszej strony i nie koniecznie powinnyśmy się tak cieszyć z „czyjegoś nieszczęścia", ale siłą rzeczy jest to trochę silniejsze od nasJ !

W każdym razie okazuje się, że nagle możemy się dogadać. Że już żadna z nas sobie niby na złość nie robi. Nikt nie kopie dołków, nikt sobie nawzajem nie robi na złość.

         Maksiu... Maksiu właśnie parę dni temu skończył dwa, wyczekiwane z niecierpliwością latka. Robi się łobuz ale ku mojemu totalnemu zaskoczeniu całkiem grzecznie łobuzuje.

Zaczyna coraz to więcej powtarzać. Czy przy okazji jakiś bajek, czy rozmów. Dużo też daje żłobek. Rozgaduje mi się chłopak... Zupełnie nie wiem po kim to może mieć. W końcu ojciec jest NN J a ja taka grzeczna i spokojna, skryta w sobie dziewczyna, małomówna i w ogóle o co Wam chodziJ

Powtarza trochę po swojemu, a trochę zaczyna już wyraźnie gadać. Najbardziej mi się podoba jak jest dialog między nami:

- Maksiu, kochasz mamusię?

- Nie ciem a a ! (co oznacza w wolnym tłumaczeniu „nie chcę spać!")

I co ja mu się pytam, to on mi taką wiązankę puszcza. Najfajniej jest w nocy, kiedy go przewijam i też wykorzystując sytuację zadaję mu to samo pytanie a on taki zaspany a w zasadzie taki jeszcze nieobudzony woła: nie ciem a a!

Trochę po kolejnym zaniedbaniu piszę dalej.

Przeszliśmy właśnie z Maksiorem małą chorobę. Do kilku lekarzy jeździłam i nikt nie potrafił wysłuchać jego zapalenia płuc. W końcu trafiliśmy na Izbę przyjęć ( po kilku zaliczonych wcześniej nockach na pogotowiu) na Krysiewicza gdzie pani doktor w końcu zainteresowała się również stanem jego nosa (po zapaleniu płuc we wrześniu 2007r ciągnął mu się katar - raz zielony, raz żółty a raz nie wiadomo jaki:]). Zrobiła prześwietlenie płuc i zatok. Diagnoza: zapalenie płuc a szczególnie lewego i ostre zapalenie zatok szczękowych. Oczywiście karetką nas przewozili do drugiego szpitala na oddział małych dzieci.  

Oczywiście Augmentin dożylnie, leki rozkurczowe... cała armia tego wszystkiego była. Spędziliśmy tam tydzień. Ja tylko na jedną nockę pojechałam do domu poszykować sobie ciuchy, śpiwór i taki najpotrzebniejsze rzeczy. Okazało się dodatkowo, że jeszcze ma jakieś pneumokoki. Żaden antybiotyk nie chciał na tego gada małego działać. Zrobili mu antybiogram i wyszło, że zadziała jeden antybiotyk, który niestety w Polsce nie ma odpowiednika i dostępny był tylko w jednej aptece w Poznaniu. W końcu po wielkich poszukiwaniach dostałam, za jedyne 87 zł za buteleczkę J Szlag mnie trafił, no ale jak ma pomóc no to niech będzie.

         Po wychorowaniu się kurdupelka małego nadeszły święta. Nie lubię świąt. Wszyscy są dla siebie tacy mili, uprzejmi. Jak nigdy. Dwa dni wcześniej wbili by sobie nóż w plecy a tu nagle jak brat z siostrą siadają do wspólnego stołu uśmiechnięci, elegancko ubrani i do rozpuku rozmawiają i wspominają najciekawsze elementy z przeciągu roku. Potem odchodzą od stołu, ostatnie uściski, uśmiechy, dobre i ciepłe słowa. Rozjechali się każdy do swojego domu. Każdy święcie przekonany że najlepiej jak mógł odegrał swoją świąteczną rolę. I tak za kilka dni już na nowo będą się wyzywać od najgorszych.

Więc jak tu wierzyć w życzenia, które jeszcze kilka chwil temu taka „życzliwa" osoba Ci składała? W coś takiego wcale się nie wierzy. Tego nauczyło mnie życie.

 

 

         Z racji reklamacji, że wcale nie piszę zamieszczam to co mam teraz. Z racji iż sama jestem chora więc mam czas na pisanie ale niestety nie mam siły na to. Biorąc pod uwagę, że maks jak zawsze robi mi jaja i nie reaguje na antybiotyk. Musze z kluskowatym jechać jutro do lekarza znowu bo nie zdrowieje mimo iż antybiotyk już ma podawany prawie 4 dobę. Czas pewnie na zmianę.

Dostaję paraliżu jak mam jechać do lekarki bo widzę, że kobietę już zaczynamy irytować. Co ja do niej przyjeżdżam to widzę nad jej głową taki niewidzialny znak zapytania który mówi: „kurdę co ja mam znowu z tym maluchem zrobić???????". Trochę mi jej żal, ale brzydko mówiąc nie ja kończyłam medycynę (aczkolwiek czasami tak się zachowuję:] )więc to ONA powinna mi powiedzieć co i jak.

 

Dobra nie wiem co jest wyżej ale to już nie ma znaczenia. Idzie w eter... :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Wiersz o odpowiedzialności"

piątek, 30 maja 2008 21:54

Razu pewnego było zadanie, które koniecznie miało być zrealizowane

I nie było powodu, absolutnie żadnego, by nie dokonać tego

Lecz w kwestiach istotnych, jak ta, często wątpliwość rodzi pytanie

Kto właściwie ma wykonać zadanie?

 

Każdy mógł potwierdzić istnienie powszechnego przekonania

Iż istnieje coś co jest do natychmiastowego wykonania

Nikt nie był temu przeciwny, każdy posiadał zdolności

Lecz nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności.

 

Wydawać by się mogło, że każdy tego dokona

Gdyby tylko osoba była jasno określona

Jednakże ponieważ wszyscy wiedzieli, że każdy by mógł

Wszyscy przyjęli za pewnik, że ktoś inny wykona ten trud

 

Gdy to co tak ważnym było, w ogóle się nie zdarzyło

Wszyscy poczęli na całego szukać temu winnego

Jasne było, że stało się coś niegodnego

Zaczęto więc szukać kozła ofiarnego

 

Ktoś powinien był wykonać tak ważne zadanie

I każdy wykonać je był oczywiście w stanie

Niestety nikt nie zdołał podjąć się owego

Ponieważ jeden zawsze czekał na drugiego

 

(źródło wiersza www.eltt.info )


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

piątek, 19 grudnia 2014

Tylu ludków już tu zaglądało :):  7 250  

W tych dniach pisałam:

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Tematyka blooga:

Życie jest ciężkie. Usłane radościami, uśmiechami, życzliwością ale również bólem, cierpieniem, niezrozumieniem...

Zagłosuj na bloog`a






zobacz wyniki

Wyszukaj wpis

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Wpisz swój e-mail a będziesz dostawał/a powiadomienia o nowych wpisach:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7250
Wpisy
  • liczba: 78
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2808 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl